środa, 11 czerwca 2014

Rozdział 2


**Notka pod rozdziałem**

Chris POV:

Ciągle o niej myślałem. Nie mogłem się na niczym skupić, bo wciąż w głowie miałem jej seksowne kształty. Jej ponętne usta, którymi ciągle mnie kusiła, gdy ze zdenerwowania zagryzała wargę.. Jej pełne piersi, które mimo luźniejszej bluzki, były dobrze zarysowane. I te pośladki.. gdy odchodziła miałem na nie doskonały widok. Kręciła nimi tak uwodzicielsko, że miałem ochotę ją zatrzymać i wejść w nią gwałtownie od tyłu.
Koniec.. muszę przestać o niej myśleć, bo inaczej zwariuję i nic nie zrobię, a do tego dopuścić nie mogę. Zajmuje się zadaniami, które miałem zrealizować, a w celu uspokojenia swoich natrętnych myśli, postanawiam do niej zadzwonić po skończonych zleceniach. Może skusi się na małe spotkanie poza miejscem pracy.

Lilly POV:

           Po całej papierkowej robocie w końcu mogłam udać się do domu. Jestem niesamowicie zmęczona i nie mam siły na nic. Powrót do mieszkania autobusem zniechęca mnie jeszcze bardziej. Plusem jest przynajmniej to, że już jutro będę mogła pojechać swoim kochanym autkiem. Dochodzę w upale na przystanek, przez co jestem nieco zgrzana, po czym wchodzę do pojazdu, który właśnie podjechał. Wokół znów ten wstrętny smród, a może i jeszcze większy, bo w tej chwili jest o wiele bardziej gorąco, niż rano. Nie mogę się doczekać, aż w końcu będę w domu, wezmę cudowną odświeżającą kąpiel i wreszcie się zrelaksuję.  Mimo niezbyt komfortowych warunków w czasie jazdy, moje myśli wciąż wracają do mojego nowego szefa. Wydaje się bezwzględny, zimny i okrutny, ale widać w nim również pewną dozę poczucia humoru i empatii. Otacza go pewna aura tajemniczości, której dokładnie nie umiem określić, ale wiem, że trochę mnie to kręci. Mam świadomość, że nie powinno, bo w końcu jest moim szefem, ale rozum mówi jedno, a ciało mówi drugie. Z potrzebami nigdy nie wygrasz. 
Gdy zobaczyłam jego nieokiełznane włosy w kolorze piasku, miałam ochotę włożyć w nie dłoń i sprawdzić czy są tak miękkie, jak się wydają. Jego pełen ironii uśmieszek i muskularne ciało, pobudziły w moim wnętrzu coś, co dość długo było uśpione. Ma tak apetyczny odcień skóry, że mam ochotę go gryźć, lizać i kąsać. Całe jego ciało wygląda idealnie i przyłapuje się na tym, że zastanawiam się jak wygląda jego sprzęt. Moje grzeszne myśli przerywa komunikat o przystanku, na którym to wysiadam, więc pospiesznie wstaję i wychodzę z autobusu. Szybkim krokiem podążam do domu i ledwo co przekraczam próg, rzucam wszystko na stolik obok drzwi i zmierzam w kierunku łazienki. Biorę ze sobą tylko telefon, bo wiem, że ciągle ktoś do mnie dzwoni.  Po drodze ściągam z siebie po kolei buty, spódnicę i koszulę i w samej bieliźnie odkręcam ciepłą wodę, by napełnić nią wannę. Odkładam telefon na półeczkę, wlewam płyn do kąpieli i ściągam czarny gładki stanik oraz koronkowe figi. Powoli zanurzam się w ciepłej wodzie z wielką ilością piany i rozkoszuję się cudownym uczuciem.
***
                Mój błogi spokój i relaksowanie się w kąpieli przerywa głośny dźwięk telefonu. Otwieram oczy i wzdycham ciężko, po czym sięgam ręką po niego i widząc, że dzwoni jakiś obcy numer, obieram ostrożnie:
- Halo?
- Dzień dobry Panno Collins.. z tej strony Christopher Smith – przedstawia się i już wiem, z kim mam do czynienia – chciałbym zapytać, czy nie jesteś dziś wieczorem zajęta? – pyta
- Nie, raczej nie – odpowiadam – jest jakiś problem?
- Cóż.. Nie. Chciałbym się z Tobą umówić na spotkanie, aby trochę podyskutować na temat przyszłych zleceń oraz by dowiedzieć się o Tobie trochę więcej – wyjaśnia.

Z zaskoczenia, potrącam butelkę z szamponem i wpada ona z głośnym pluskiem do wody.

- Cholera! – szeptam
- Stało się coś? – pyta zaciekawiony
- Nie, to nic.. po prostu szampon wpadł mi do wody – wyjaśniam nieco zawstydzona.
- Uff.. to dobrze – stwierdza – to jak, zgadzasz się?
- Uhm. Tak, jasne. Nie ma problemu – odpowiadam, choć jestem nieco zaskoczona – o której i gdzie się spotkamy?
- Co powiesz na ‘Roast’ na Stoney Street o 20?- proponuje.
- Myślę, że trafię. Ok, niech będzie – zgadzam się – to do zobaczenia o 20.
- Do zobaczenia Lilly. – kończy, po czym się rozłącza.

Chris POV:

                Gdy w czasie rozmowy okazało się, że bierze kąpiel, nie mogłem wytrzymać. Moja ochota na nią jeszcze bardziej wzrosła. Musiałem się upomnieć, że przecież jest moją podwładną i nie mam prawa nic z nią zrobić. Po skończonym telefonie z Lilly, zadzwoniłem do ‘Roast’ i zarezerwowałem dla nas stolik dla dwojga. Z racji, że zostały mi jeszcze niecałe 2 godziny, postanowiłem wziąć szybki prysznic i się przygotować. Gdy zrobiłem już wszystko i byłem ubrany, stwierdziłem, że równie dobrze mogę zadzwonić do mojej siostrzyczki i spytać co tam u niej słychać. Odebrała dopiero po 5 sygnałach.

- Cześć siostra – witam się – co tam się dzieje w Waszym małym świecie?
- Hej ważniaku – mówi tak do mnie odkąd zostałem prezesem – no wiesz.. jak to u nas.. spotkania rodzinne, studia, praca itd.
- Z mamą wszystko w porządku? – pytam
- Tak, chociaż wiesz.. tęskni za Tobą. Ostatnio jest trochę bardziej depresyjna, niż zazwyczaj. Wpadnij w najbliższym czasie, może powie Ci, o co konkretnie chodzi.
- Ok. Postaram się – zapewniam – mam rozumieć, że moja mała siostrzyczka dalej jest singielką i żaden pajac się do niej nie dostawia?
- Chris.. przestań. Jestem już dorosła. Mogę się spotykać z kim chcę i kiedy chcę – przekonuje - Poza tym Matt nie jest pajacem.
- Ha! Właśnie się wydałaś! – krzyczę uradowany – czyli jest jakiś pajac, który myśli, że ma u Ciebie szanse.
- Ej nie przesadzaj.. nie jestem tak wybredna.
- Oj jesteś, moja droga, jesteś. A jeśli już wybierzesz jakiegoś faceta, to za bardzo się angażujesz, pozwalasz mu bawić się sobą.
- Christopher! Skończ z tym! – wiem, że zezłościłem moją siostrę, ale taka jest prawda – lepiej opowiedz co tam u Ciebie? Jak biznes? I co najważniejsze.. znalazłeś w końcu właściwą kandydatkę na moją przyszłą szwagierkę?
- Biznes jak biznes. Mamy coraz więcej zleceń, czeka mnie kilka podróży służbowych, ale dzięki Lilly nie muszę się tym tak bardzo przejmować, bo przejmie trochę moich obowiązków.
- Kim jest Lilly? – pyta, przez co zastanawiam się, co jej odpowiedzieć. Mam powiedzieć, że Lilly jest najseksowniejszą kobietą jaką widziałem? Że nie mogę przestać o niej myśleć? Bzdura! Wyśmiałaby mnie.
- Christopherze Adamie Drew Smith – siostra przywołuje mnie do rzeczywistości i wiem, że wyczuwa, że jest coś na rzeczy, bo używa moich wszystkich imion – pytam po raz drugi i nie zamierzam więcej.. Kim jest Lilly?
- To moja nowa asystentka. Dzisiaj zaczęła pracę, przy czym spóźniła się prawie godzinę. Niezły początek kariery, co?
- Nie mydl mi tu oczu bracie. Wiem, że coś z nią nie gra. Wyczuwam to. Opowiadaj.
- Nic się nie dzieje Sara. Po prostu jest jeszcze młodą, niedoświadczoną kobietą i wiele będzie trzeba ją nauczyć – przekonuję siostrę.
- No dobra.. powiedzmy, że Ci wierzę, choć wcale tak nie jest – przyznaje – musisz znaleźć sobie w końcu jakąś porządną partnerkę. Wiedz, że miłość jest trudna do zidentyfikowania, ale przyjdzie sama, gdy najmniej się tego spodziewasz. Może być pod postacią, brzydkiej ale inteligentnej blondynki lub też pod postacią uroczej, młodej asystentki – celowo użyła tego przykładu – ale pamiętaj Chris.. nigdy nie daj jej odejść. Choćby nie wiem co – zakańcza swoją przemowę – dobra Braciszku, muszę już kończyć, Ty pewnie z resztą też. Daj znać jak będziesz miał wolny termin i będziesz miał zamiar nas odwiedzić. Kocham Cię staruszku, paa – żegna się.
- Tak, dam znać. Dzięki za rozmowę mała. Na razie. Też Cię Kocham – kończę, po czym się rozłączam.

Myślę o tym, co powiedziała mi Sara. Może ona faktycznie ma rację? Może miłość sama do mnie przyjdzie. Nie zagłębiam się bardziej w tą dyskusję wewnątrz mnie, gdyż za pół godziny mam spotkanie  z Lilly. Pośpiesznie wychodzę z domu, wsiadam do samochodu i zmierzam do restauracji. Na szczęście jestem przed czasem, więc postanawiam zamówić szklankę wody i poczekać na moją towarzyszkę.

Lilly POV:

Z racji, iż do naszego spotkania zostały 2 godziny, z czego prawie godzinę będę jechać tam autobusem, pośpiesznie kończę się kąpać, wychodzę z wanny i owijam się miękkim ręcznikiem. Mieszkam sama, więc chodzenie nago po domu jest dla mnie czymś normalnym. Nakładam lekki makijaż i zmierzam w kierunku szafy, w celu wydobycia z niej jakiegoś stosownego ubrania. Przeszukuję wieszaki i w końcu stawiam na czarną, przylegającą do ciała i sięgającą przed kolano sukienkę. Ściągam z siebie ręcznik i szybko zakładam w miarę ładną bieliznę, a na nią suknię. Dobieram do tego dziesięcio centymetrowe szpilki i lecę do łazienki, aby lekko wyprostować włosy. Zajmuje mi to nieco dłużej, niż myślałam, bo moje niesforne loki jak na złość nie chciały się poddać zabiegowi. Po skończonych przygotowaniach do wyjścia, biorę czarną kopertówkę do ręki, wsadzam do niej telefon i wychodzę z domu. Wszystko zajęło mi dokładnie godzinę.

Po dotarciu na miejsce sprawdzam godzinę na telefonie i okazuje się, że jestem dokładnie 10 min przed czasem. Wspaniale. Przynajmniej tutaj się nie spóźnię. Wchodzę do środka i mówię kobiecie przy wejściu, że przyszłam na spotkanie z Panem Smithem. Okazuje się, że Christopher już jest na miejscu i czeka na mnie popijając szklankę wody. Ubrany jest w garnitur, inny niż w pracy, bo grafitowy, ale równie dobrze skrojony. Gdy mnie zauważa, delikatnie się uśmiecha, po czym, gdy podchodzę do stołu, wstaje i odsuwa mi krzesło, za co grzecznie dziękuję. Widzę, że mnie obserwuje i trochę mnie to peszy, ale staram się nie dać tego po sobie poznać. Kelner podaje nam menu i czeka na nasze zamówienia. Oboje decydujemy się na specjalność dnia, nie tracąc więcej czasu na studiowanie jadłospisu. Czekając na posiłek rozmawiamy trochę o pracy, o tym jak czuję się w firmie, czy zostały spełnione moje oczekiwania. Dowiaduję się także o kolejnych zleceniach i o podróżach służbowych, jakie czekają Christophera w niedalekiej przyszłości. Oświadcza mi, że podczas jego nieobecności, to ja będę sprawować pewną władzę nad wszystkim. Jestem tym lekko przerażona, gdyż przecież dopiero zaczęłam swoją karierę w tej firmie.

Po zjedzonej kolacji i rozpoczętym deserze przechodzimy już na bardziej osobiste tematy.
- No więc, Lilly – zaczyna Christopher - powiedz coś o sobie.
- No cóż.. z racji, iż mam 25 lat, to tak właściwie zaczynam dopiero swoją karierę – zaczynam, ale zanim zdołam cokolwiek kontynuować, Chris mi przerywa.
- Masz 25 lat? – pyta z zaskoczeniem – dałbym sobie rękę uciąć, że góra 23.
- Miło mi to słyszeć – odpowiadam z uśmiechem – kontynuując.. mieszkam sama w małym mieszkanku poza miastem, czasami jest to uciążliwe, ale cieszę się jednak, że mam ciszę i spokój. Mam jednego brata, ale wyjechał do Nowego Jorku i tam mieszka z narzeczoną, przez co nie widujemy się zbyt często. W dzieciństwie byliśmy nierozłączni, ale jak to bywa w dorosłym życiu, nasze drogi trochę się rozeszły. Oprócz niego została mi tylko mama, która mieszka wraz z babcią w domku pod Cambridge. Rozmawiamy ze sobą co najmniej 2 razy w tygodniu, więc nawet nie odczuwam zbyt wielkiej tęsknoty – zakańczam swoją wypowiedź.
- Mhm. Interesujące. A Twoje marzenie? – pyta zaciekawiony.
- Zawsze chciałam jechać do Paryża, bądź Los Angeles – wyjawiam – wiem, że jeszcze trochę muszę osiągnąć, żeby tam się dostać, ale usilnie wierzę, że mi się uda. Teraz Twoja kolej.
- Więc tak… mam 29 lat jak pewnie wiesz, a właściwie to 30 już niedługo – zaczyna – od 6 lat działam w tej branży, a prezesem jestem od 3. Mam wysokie ambicje i wielką chęć dążenia do czegoś nowego i doskonałego. Przechodząc do bardziej rodzinnej sfery… to.. mam młodszą siostrę Sarę – na jej wspomnienie się uśmiecha – mimo, iż jest ode mnie młodsza tylko o 4 lata, zachowuje się czasem jak nastolatka. Jest niesforna i szalona, ale potrafi wesprzeć kiedy tego potrzeba. Mieszka razem z moją mamą w Winchester, więc widuje się z nimi średnio 2 razy w miesiącu, z racji, że jestem dość zajęty. Mój ojciec mieszka w Birmingham ze swoją nową kochanką. Rozwiedli się z mamą, gdy miałem 20 lat. Dla mojej siostry było to wielkie przeżycie, ale jakoś razem przez to przeszliśmy. Teraz wszyscy żyjemy w spokoju i możemy robić to, na co mamy ochotę. Co do marzenia.. cóż.. trudno określić.. mam świetną pracę, jeżdżę po świecie, więc niewiele mi brakuje. Noo… może tej jedynej kobiety, która zostanie przy mnie na dłużej – kończy, a ja z wrażenia nie wiem co powiedzieć – trochę się rozgadałem, ale mam nadzieję, że nie zanudziłem Cię moim monologiem.
- Nie, skądże. To jest po prostu… wow… jestem pod wrażeniem – odpowiadam z uśmiechem.

Rozmawiamy jeszcze chwilę, po czym orientuję się, że dochodzi już północ.
- Rany, nie zdawałam sobie sprawy, że jest już tak późno. Myślę, że powinnam się zbierać – mówię.
- Faktycznie, jak ten czas leci. Pozwól, że zapłacę za kolację i możemy wychodzić – chcę się sprzeciwić lecz wiem, że niewiele wskóram, gdyż Chris gestem ręki wezwał już kelnera i płaci za nas oboje.

Wstajemy od stołu, po czym zmierzamy w kierunku wyjścia. Przez moment panikuje, że będę musiała wracać na nogach, bądź taksówką do domu, ale okazuje się, że Chris proponuje mi  podwózkę. Jestem z tego faktu niezmiernie ucieszona.  Podaję mu wskazówki jak dojechać do mojego mieszkania i w między czasie rozmawiamy o nieistotnych rzeczach. Dowiaduję się, że lubi uprawiać sport i codziennie rano uprawia jogging. Jestem pod niemałym wrażeniem, gdyż ja jestem typem leniucha. Zwierzam mu się, że uwielbiam śpiewać mimo, iż tak naprawdę tego nie umiem robić. Niepotrzebnie o tym napomknęłam, bo przez całą pozostałą drogę usiłuje mnie namówić na zaśpiewanie czegoś, co leci w radiu. W końcu odpuszcza, a ja orientuje się, że jesteśmy na miejscu. Wolałabym spędzić z nim trochę więcej czasu, ale wiem, że czeka nas jutro praca. Gdy wychodzę z samochodu, orientuję się, że Christopher podąża za mną i odprowadza mnie pod drzwi. To miłe z jego strony.

- Dzięki za dzisiejszy wieczór Chris, naprawdę świetnie się bawiłam.
- Ja również i z pewnością musimy to powtórzyć – odpowiada, na co oboje się uśmiechamy.
Popchnięta przez nagłą siłę impulsu i odwagi pytam go:
- Może chcesz wstąpić jeszcze na lampkę wina? Obiecuję, że długo nie będę Cię przetrzymywać.
- Masz świadomość, że jutro pracujemy? – upewnia się
- Tak wiem. No ale weeź, jedna lampka jeszcze nikomu nie zaszkodziła – przekonuję go.
- No dobra. Ale tylko jedna. Może Ty możesz się spóźniać do pracy, ale mi, jako prezesowi nie wypada – odpowiada z przekąsem, po czym wpuszczam go do domu.

Przypominam sobie, że nie uprzątałam bałaganu, jaki po sobie zostawiłam. Moje ubrania leżą na podłodze na środku salonu, co bardzo rzuca się w oczy. Robię się czerwona na twarzy, gdy spostrzegam, że wzrok Chrisa pada właśnie na nie.

- Przepraszam za ten bałagan. Byłam zmęczona po pracy i chciałam jak najszybciej się zrelaksować, więc nie skupiałam się na posprzątaniu tego – tłumaczę się.

On za to się śmieje i mówi, że nic nie szkodzi. Karzę mu usiąść na kanapie, po czym włączam jakąś muzykę i idę po wino i dwa kieliszki. Usiadam obok niego i popijamy napój, rozmawiając zaciekle o różnych sprawach. Tak wciągnęliśmy się w naszą konwersację, że z jednej lampki wina, zrobiła się cała wypita butelka i upłynęło co najmniej półtora godziny. Nawet nie spostrzegliśmy, kiedy przysiedliśmy się trochę bliżej siebie, a nasza rozmowa przeszła na trochę bardziej intymne tory. Wiedziałam, że spoufalamy się za bardzo, ale alkohol robił swoje. Pytaliśmy się o naszych wymarzonych partnerów, ich charaktery oraz umiejętności. Chris stwierdził, że chciałby kobiety, która w łóżku zachowywałaby się jak prawdziwa tygrysica. Jego porównanie najpierw mnie zaskoczyło, przez co zakrztusiłam się trunkiem, a następnie rozbawiło. Nie mogłam przestać się śmiać, więc mój towarzysz do mnie dołączył.

- Masz bardzo ładny uśmiech – spostrzegł, sam się przy tym uśmiechając.

Nawet nie zauważyłam, kiedy przybliżył swoją twarz do mojej i złożył lekki pocałunek na moich ustach. Poczułam coś niesamowitego, jego wargi były tak delikatne i miękkie, że zachciałam poczuć ich dotyk jeszcze raz. Zbliżyłam się do niego i tym razem, to ja go pocałowałam. Bardziej zaciekle i namiętnie. Położył swoją rękę na mojej talii, a następnie w miarę wzrostu namiętności naszego pocałunku przejechał nią na plecy, a następnie na pośladki. Czując się strasznie pobudzona, jedną rękę wplotłam w jego cudowne włosy, a drugą zaczęłam odpinać jego koszulę. Nie zatrzymał mnie, więc uznałam to za przyzwolenie. Nie pozostając dłużnym zacząć rozsuwać mi sukienkę. Nie zastanawiając się dłużej, zaproponowałam:

- Chodźmy do sypialni.

W namiętnym uścisku, całując i obmacując się zachłannie zmierzyliśmy w tamtą właśnie stronę. Ściągnął ze mnie sukienkę, po czym lekko zagapił się na mnie w samej bieliźnie. Miałam szczęście, że ubrałam tą ładniejszą, jaką był czarny stanik z koronką i dopasowane figi. Aby nieco go ocucić, zdjęłam mu koszulę całkowicie i zaczęłam ściągać spodnie, ale był zbyt niecierpliwy i zrobił to sam. Zostaliśmy oboje w bieliźnie. Całując się namiętnie i walcząc językami o dominację położyliśmy się na łóżku. Jego ręce, błądzące po moim ciele doprowadzały mnie do ekstazy. Swoimi pocałunkami zmierzał od ust, przez policzek po szyję, gdzie na jakiś czas się zatrzymał, co pobudzało we mnie podniecenie jeszcze bardziej. W tym czasie jego ręka powędrowała do zapięcia od biustonosza i uwolniła moje piersi od tej materiałowej ‘klatki’. Zaczął je lekko ugniatać, po czym wziął jednego sutka do ust i zaczął go lizać i ssać. Zwijałam się z rozkoszy i chciałam już przejść do sedna, lecz Chris miał inne plany. Z jednej piersi przeniósł usta na drugą, a wolną ręką ściągnął moje figi i włożył we mnie palec.

- Och.. Jesteś taka morka Lilly – zachwycił się, a ja nawet nie byłam w stanie nic odpowiedzieć, bo było mi tak przyjemnie.

Po chwili jeden palec to było dla mnie stanowczo za mało i Chris się chyba tego domyślił, bo włożył we mnie od razu kolejne dwa, a ja poczułam spływającą po mnie przyjemność. Obijał się nimi o moje ścianki, ruszając nimi niesamowicie szybko, zapewne  chcąc doprowadzić mnie do orgazmu. Ale nie chciałam dojsć. Nie, kiedy miałam świadomość, że dalej ma na sobie bokserki, choć pod nimi wyraźnie widoczne było wielkie wybrzuszenie. Dlatego zebrałam się w sobie i zwróciłam się do niego.

- Chris, proszę, przestań na chwilę – poprosiłam.

Usłyszał mnie, przystanął i z zaciekawieniem widocznym na jego twarzy oraz wzrokiem mówiącym „o co chodzi? Przecież sprawiam Ci przyjemność” czekał, aż powiem coś więcej.

- Ja.. chciałabym.. chcę żebyś ściągnął bokserki.. chcę, żebyś włożył we mnie swój sprzęt i wypieprzył mnie jak tylko potrafisz – proponuję nabierając większej pewności siebie.

Widzę błysk uznania w jego oczach i już wiem, że spełni moją prośbe. Ściąga bokserki, dzięki czemu mogę ujrzeć jego wielką erekcję. Przez chwilę zastanawiam się, jakim cudem pomieszczę go w sobie, ale moje rozmyślania przerywa Chris, który znów zaczyna zachłannie mnie całować. Jego ręce ugniatają moje piersi, a ja już nie mogę się doczekać aż we mnie wejdzie. Przerywa na chwilę, aby z portfela wyciągnąć prezerwatywę i założyć ją, po czym zbliża się do mnie i uwodzicielskim głosem mówi mi na ucho.

- Och Lilly… wyrucham Cię tak, że jutro nie będziesz w stanie chodzić – po tych słowach nagle we mnie wchodzi, przez co spodziewam się pewnego rodzaju bólu, lecz to, co czuje.. to czysta przyjemność. Jest taki wielki, że każdy jego ruch odczuwam z nawiązką. Sięga moich głębin i wiem, że za chwilę dojdę. Porusza się coraz szybciej i szybciej. Jego pchnięcia są jednostajne, ale gwałtowne. W całym pokoju słychać tylko dźwięk obijających się o siebie ciał oraz nasze jęki i ociężałe oddechy. Jestem już tak bardzo blisko.

- Chris… proszę…. – zaczynam, lecz nie potrafię się skupić, żeby powiedzieć coś więcej.
- Wiem maleńka… no dojdź dla mnie, nie powstrzymuj się – odpowiada między pchnięciami.

I jakby za sprawą jego słów, nie wytrzymuję już dłużej i rozpadam się na kawałeczki. Orgazm uderza we mnie z ogromną siłą i jedyne co czuje, to zacisk moich mięśni na penisie Chrisa, co powoduje, że dochodzi z głośnym jękiem zaraz za mną. Chwilę jeszcze jesteśmy w tej samej pozycji, po czym Christopher kładzie się obok mnie, ściąga prezerwatywę i odkłada ją na bok. Oddychamy nierównym tempem ze zmęczenia, ale czujemy niesamowite zadowolenie. Obracamy się do siebie twarzą i wpatrujemy w swoje oczy bez słowa. 

Po chwili, gdy w miarę mój puls się uspokoił zwracam się do Smitha:
- Wow… to było…
- Niesamowite – dokańcza za mnie.

- Tak, niesamowite – potwierdzam, a następnie kładę się na jego klatce piersiowej i po kilku minutach z poczuciem, że zrobiliśmy coś złego i niestosownego, usypiamy w swoich objęciach.



Dzień dobry moi Kochani. Mamy już drugi rozdział. Chciałabym wiedzieć czy ktokolwiek czyta tego bloga, dlatego ten, kto faktycznie to zrobi, niech napisze jakiś komentarz, Czy to zwykłe "jestem" lub "czytam" to mi wystarczy. Kolejny rozdział nie wiem za ile. Może za tydzień lub dwa bo od jutra czeka mnie praca. Tymczasem miłej lektury. Do usłyszenia następnym razem :)

środa, 4 czerwca 2014

Rozdział 1

Rozdział 1.

            Brzdęk. Głośny. To właśnie on zakłóca mój błogi i spokojny sen. Chyba sąsiad znowu robi porządki z rana. Powoli otwieram oczy i kieruję wzrok w stronę zegarka. Jest już 7:30! Głupi budzik znów nie zadzwonił! Jak się szybko nie zwlokę z łóżka, spóźnię się już pierwszego dnia do pracy. Naprawdę zrobię wspaniałe pierwsze wrażenie.  Zeskakuje szybko jak poparzona ogniem i wskakuje migiem pod prysznic. Po dosłownie 10 min nakładam szybko lekki makijaż, upinam włosy i zakładam ciuchy przygotowane wieczorem. Jak na złość nie mogę znaleźć drugiego buta. Że też szpilki są tak nieodłącznym elementem dress code’u. No ale cóż.. jako asystentka prezesa firmy, będę musiała do nich przywyknąć. Zaglądam praktycznie wszędzie. Do szafki z butami, pod łóżko, a nawet do łazienki. Nigdzie nie mogę go znaleźć. Nagle go dostrzegam.. leży pod kanapą w salonie. Jak się tam znalazł, nie mam pojęcia. Biegnę w jego stronę, wiedząc, że nie zostało mi już dużo czasu. Po drodze potykam się o kant szafki i upadam.
- Cholera! – krzyczę. Tylko ktoś taki jak ja może być taką niezdarą i to w jednym z najważniejszych dni. Jedynym plusem jest to, że wylądowałam twarzą na wprost buta, więc sięgam po niego i szybko zakładam na nogę, po czym poprawiam swoją ołówkową spódnicę i włosy. W pośpiechu zbieram ze stolika klucze, telefon oraz torebkę i wychodzę z domu.

Szybkim tempem zmierzam do garażu i wsiadam do mojego audi, równocześnie rzucając torebkę na siedzenie pasażera. Przekręcam kluczyk w stacyjce.. i .. nic. Zero. Widocznie nawet mój samochód jest dziś przeciwko mnie. Próbuję kolejny raz… i kolejny.
- Nie, nie, nie, nie! Proszę nie rób mi tego!  - zrozpaczona i zarazem wściekła zbieram swoje rzeczy i biegiem ruszam na przystanek autobusowy.
Spoglądam na telefon, by sprawdzić, która godzina. Świetnie. 8:10. Na pewno będę spóźniona. Co prawda, praca w firmie zaczyna się od 9 ale prezes poprosił bym była pół godziny wcześniej, w celu ustaleniu jakichś szczegółów. Zważywszy na to, że mieszkam na obrzeżach miasta, sam dojazd samochodem zajmuje mi 45 min. Więc teraz, jadąc autobusem, który (o zgrozo!) pojawi się dopiero za 10 min jestem pewna, że nie będzie mnie na czas i szef się wścieknie. Mam nadzieję, że nie wyleje mnie za to już pierwszego dnia.

            Po kilku minutach czekania i kolejnych kilkudziesięciu jazdy środkiem publicznym w smrodzie dochodzącym od bezdomnego, który spał na siedzeniu niedaleko mnie, w końcu wysiadam na właściwym przystanku i szybkim krokiem zmierzam do głównych drzwi wieżowca, gdzie znajduje się siedziba firmy Anuncio empresa. Zastanawia mnie skąd hiszpańska nazwa korporacji w anglojęzycznym kraju. Moje rozmyślania przerywa winda, która właśnie się otwiera, ukazując w  niej kilka osób. Zapewne są to pracownicy, gdyż ich ubiór jest nienaganny. Dwoje mężczyzn, którzy ubrani są w eleganckie i idealnie skrojone garnitury, do tego dopasowany krawat ciemnego koloru i błyszczące buty. Na moje oko mają po jakieś 32 lata. Jeden z nich w ręce trzyma aktówkę. Wygląda jak prawdziwy biznesmen. Obok nich stoi kobieta. Przypuszczam, że trochę starsza ode mnie. Może ma 28-30 lat. Włosy spięte ma w gładkiego koka, nie widać ani jednego odstającego kosmyka. Spódnica, która sięga jej do kolan jest trochę podobna do mojej. Idealnie podkreśla jej biodra. Do tego dobrała białą koszulę, którą nie do końca zapięła. Zapewne zdając sobie sprawę ze swoich atutów, prężnie się nimi chwali. Nie zagłębiając się bardziej w ich prezencję, wkraczam do windy i klikam przycisk 4 piętra. Tam właśnie mam mieć swój gabinet.

           Stojąc pod drzwiami siedziby prezesa spoglądam na zegarek. Pięknie. 9:15. Wspaniały początek. Jestem niesamowicie zestresowana tym, co spotka mnie za drzwiami. Próbuję uspokoić swoje nerwy ale na niewiele się to zdaje. W końcu zbieram się w sobie i pukam, po czym przechodzę przez próg, spodziewając się wszystkiego.

Chris POV:

                Cholera, czekam już na swoją nową asystentkę od pół godziny i dalej jej nie ma. A przecież wyraźnie się umawialiśmy przez telefon, żeby była wcześniej, bo chcę z nią omówić parę spraw. Poza tym muszą ją poznać zanim zacznie pracować. Nie widziałem jej. Nie wiem jaka jest. Mój znajomy ją polecił, więc uwierzyłem mu na słowo. Jak na razie nie zapowiada się ciekawie. Mam nadzieję, że się nie zawiodę. Pocieram swój świeżo ogolony podbródek i zastanawiam się jaką reprymendę mam jej udzielić i co jest powodem jej dzisiejszego spóźnienia. Myślałem, że będzie chciała zrobić dobre wrażenie pierwszego dnia w nowej pracy. Najwyraźniej się myliłem. A co, jeśli nie nada się do tej pracy? Co, jeśli zobaczywszy ją stwierdzę, że nie powinno jej tu w ogóle być? Co ja wtedy zrobię? Przecież potrzebna mi osoba do pomocy od zaraz. Tyle obowiązków na głowie i zero czasu na wytchnienie. Z racji, iż szykuje się kilka ważnych kontraktów i wyjazdów służbowych, potrzebuję kogoś, kto będzie za mnie trzymał to wszystko w ryzach. Zaczynam się coraz bardziej denerwować, więc w celu pozbycia się niepotrzebnej złości siadam przy biurku i upijam łyk kawy, którą wcześniej sobie zrobiłem. I tu kolejna kwestia. Nikt, ale to nikt nawet nie raczy mi zrobić porządnej kawy, mimo, iż płacę im krocie za pracę. Może chociaż do tego będzie się nadawać nowa pracownica.

                Gdy już mam zamiar wziąć się za jakieś konkretne zadanie, a nie czekać na spóźnialską księżniczkę, drzwi się otwierają, a w nich stoi młoda, może 23 letnia, atrakcyjna brunetka o kręconych włosach, które teraz są spięte w luźnego koka. Jej obcisła spódnica idealnie podkreśla krągłość jej bioder i cudownych pośladków. Długie nogi przybrane są o czerwone buty na obcasie, dzięki którym dziewczyna wygląda niezwykle kusząco. Podążając wzrokiem w górę, jestem trochę rozczarowany, że koszula, którą dobrała, jest w kolorze czarnym i nie uwydatnia ani trochę jej piersi. Aby nie być zbyt ostentacyjnym, kieruję swój wzrok na jej twarz. Widzę, jak przez jej oblicze przechodzi wiele emocji. Od stresu, przez zdenerwowanie czy zdumienie po całkowite skupienie. Nie dziwię się, że była zaskoczona moim widokiem, bo bądźmy szczerzy, do tych nie grzeszących urodą nie należę. W końcu postanawiam przerwać tą ciszę i przejść do rzeczy, a mianowicie do pouczania tej niepozornej osóbki.

Lily POV:

                Wchodząc do pomieszczenia staję oniemiała. Przed sobą widzę przystojnego bruneta o niebieskich oczach, od którego aż bije pewność siebie. Garnitur idealnie przylega do niego, podkreślając  jego umięśnione ciało. Widzę, że on także lustruje mnie wzrokiem. Nie wiem czy podoba mu się to, co widzi, gdyż nie daje niczego po sobie poznać. Po chwili, bierze głęboki oddech i już wiem, że nasza rozmowa nie zapowiada się całkiem miło. Wiem, że schrzaniłam i spóźniłam się prawie godzinę, no ale bez przesady, to przecież nie moja wina, że wszystko postanowiło być dziś przeciwko mnie.

                - Dzień dobry Panno Collins – zaczyna profesjonalnie – miło jest Panią w końcu dziś ujrzeć i cieszę się, że postanowiła jednak Pani do nas dołączyć – dodaje nieco bardziej ironicznym tonem.
Zaczynam się stresować, bowiem wiem, że ma rację. Ma prawo być całkowicie na mnie wściekły. Co ja mówię! Może mnie nawet wyrzucić. Przynajmniej ja bym tak zrobiła na jego miejscu.
                - Dzień dobry. Ja… przepraszam… po prostu… - nim mam szansę dokończyć, Christopher mi przerywa z dezaprobatą malującą się na jego twarzy.
                - Nie chcę słyszeć żadnych żałosnych wymówek, dlaczego nie przybyła Pani na czas – mówi gniewnie – pragnę Panią poinformować, że Anuncio empresa jest poważną firmą, współpracującą z ważnymi osobistościami i od pracowników oczekujemy dokładności, sumienności, pracowitości ale przede wszystkim punktualności – tłumaczy.
                - Ja.. wiem – zaczynam - Naprawdę starałam się przybyć na czas, przysięgam – tłumaczę - Tylko.. nie spodziewałam się, że tyle rzeczy po drodze się pokomplikuje. Obiecuję, że to się już nigdy więcej nie powtórzy. Mogę nawet przyjeżdżać wcześniej, byleby dał mi Pan szansę, abym mogła udowodnić swoją wartość w tej firmie – staram się go przekonać.

Widzę jak zastanawia się nad moimi słowami, co zdaje mi się dobrym znakiem. Przynajmniej nie ochrzania mnie od razu i nie karze wyjść i nigdy nie wracać. Już sam ten fakt mnie cieszy.

                - Dobrze. Dam Pani szansę – zgadza się, co powoduje u mnie uśmiech na twarzy – ma Pani okazję udowodnić, że Pani miejsce jest właśnie tutaj. Kolejnego razu już nie będzie.
                - Tak, tak, oczywiście. Rozumiem. Dziękuję Panu bardzo.
                - Do usług. Tymczasem darujemy sobie omawianie szczegółów, które chciałem poruszyć przed pracą, zrobimy to następnym razem, gdyż i tak już za wiele czasu straciłem czekając na Panią – mówi – dam Pani listę rzeczy do zrobienia na dziś, którymi się Pani zajmie. Jeśli wszystko zostanie zrobione zgodnie z założeniami, będzie Pani już wolna do końca dnia –kontynuuje – w tym czasie ja idę do swojego biura zająć się sprawami, które dzisiaj miałem zrealizować i proszę nie łączyć mnie z nikim. Nie ma mnie dla nikogo. Gdy skończy Pani robić wszystkie zlecone zadania, proszę przyjść do mnie, skontroluje je i zadecyduje co dalej.

Podchodzi do swojego biurka, bierze dwie zapisane kartki i podaje je mi.

                - Proszę, to Pani obowiązki. – mówi i odprawia mnie ruchem ręki.
                - yy, tak, dziękuję – zmierzam powoli w stronę drzwi lecz chcę poruszyć przed wyjściem jeszcze jedną kwestię, więc z powrotem obracam się w kierunku szefa – Panie prezesie?
                - Tak? – odpowiada unosząc przy tym jedną brew.
                - Czy.. mógłby Pan do mnie mówić po imieniu? Po prostu Lily.. lub Lilian, jak Pan woli.. byle nie per Pani – patrzy na mnie z zaciekawieniem – czuję się przez to staro – wyjaśniam z lekkim uśmiechem.
                - Jeśli spisze się Pani dzisiaj dobrze, będę mówił Pani po imieniu – odpowiada uśmiechając się – tymczasem może już się udać Pani do realizowania powierzonych zadań. Miłej pracy.

                - Tak, dziękuję.. i wzajemnie – kończę, po czym wychodzę i gdy tylko zamykają się za mną drzwi, oddycham z niesamowitą ulgą.



Notka:
Witaam.. jest pierwszy rozdział mam nadzieję że się podoba. W razie jakichkolwiek pytań kierować się na twittera @nat_tusia
xoxo

Zapowiedź

Lily ma 25 lat i postanowiła w końcu przedsięwziąć kroki w celu rozwinięcia swojej kariery. Jako asystentka przystojnego prezesa znanej marketingowej firmy zmierzy się z zadaniami, których nie spodziewałaby się nawet w najśmielszych snach. Czy wywiąże się z powierzonych obowiązków? Czy jest godna zaufania?

On, samotny, 30 letni Chris jest szefem wielkiej firmy. Nie wierzy w miłość, preferuje krótkie przygody. Ma dość rządzenia wszystkimi, oczekuje, że każdy spełni swoje zadania bez żadnych komplikacji. Bezwzględny, zimny mężczyzna, dla którego liczy się tylko kariera.


Czy samotna, uczuciowa i nieco niezdarna kobieta oraz mężczyzna świadomy swojej wartości zdołają przełamać swoje przekonania? Czy połączy ich coś więcej, niż praca?

Witam!

Cześć wszystkim!

Właśnie zaczynam swoją przygodę z pisaniem także proszę o wyrozumiałość.
Za chwilę dodam zapowiedź jak i pierwszy rozdział.
Mam nadzieję że się spodoba.

Do usłyszenia! :)