środa, 4 czerwca 2014

Rozdział 1

Rozdział 1.

            Brzdęk. Głośny. To właśnie on zakłóca mój błogi i spokojny sen. Chyba sąsiad znowu robi porządki z rana. Powoli otwieram oczy i kieruję wzrok w stronę zegarka. Jest już 7:30! Głupi budzik znów nie zadzwonił! Jak się szybko nie zwlokę z łóżka, spóźnię się już pierwszego dnia do pracy. Naprawdę zrobię wspaniałe pierwsze wrażenie.  Zeskakuje szybko jak poparzona ogniem i wskakuje migiem pod prysznic. Po dosłownie 10 min nakładam szybko lekki makijaż, upinam włosy i zakładam ciuchy przygotowane wieczorem. Jak na złość nie mogę znaleźć drugiego buta. Że też szpilki są tak nieodłącznym elementem dress code’u. No ale cóż.. jako asystentka prezesa firmy, będę musiała do nich przywyknąć. Zaglądam praktycznie wszędzie. Do szafki z butami, pod łóżko, a nawet do łazienki. Nigdzie nie mogę go znaleźć. Nagle go dostrzegam.. leży pod kanapą w salonie. Jak się tam znalazł, nie mam pojęcia. Biegnę w jego stronę, wiedząc, że nie zostało mi już dużo czasu. Po drodze potykam się o kant szafki i upadam.
- Cholera! – krzyczę. Tylko ktoś taki jak ja może być taką niezdarą i to w jednym z najważniejszych dni. Jedynym plusem jest to, że wylądowałam twarzą na wprost buta, więc sięgam po niego i szybko zakładam na nogę, po czym poprawiam swoją ołówkową spódnicę i włosy. W pośpiechu zbieram ze stolika klucze, telefon oraz torebkę i wychodzę z domu.

Szybkim tempem zmierzam do garażu i wsiadam do mojego audi, równocześnie rzucając torebkę na siedzenie pasażera. Przekręcam kluczyk w stacyjce.. i .. nic. Zero. Widocznie nawet mój samochód jest dziś przeciwko mnie. Próbuję kolejny raz… i kolejny.
- Nie, nie, nie, nie! Proszę nie rób mi tego!  - zrozpaczona i zarazem wściekła zbieram swoje rzeczy i biegiem ruszam na przystanek autobusowy.
Spoglądam na telefon, by sprawdzić, która godzina. Świetnie. 8:10. Na pewno będę spóźniona. Co prawda, praca w firmie zaczyna się od 9 ale prezes poprosił bym była pół godziny wcześniej, w celu ustaleniu jakichś szczegółów. Zważywszy na to, że mieszkam na obrzeżach miasta, sam dojazd samochodem zajmuje mi 45 min. Więc teraz, jadąc autobusem, który (o zgrozo!) pojawi się dopiero za 10 min jestem pewna, że nie będzie mnie na czas i szef się wścieknie. Mam nadzieję, że nie wyleje mnie za to już pierwszego dnia.

            Po kilku minutach czekania i kolejnych kilkudziesięciu jazdy środkiem publicznym w smrodzie dochodzącym od bezdomnego, który spał na siedzeniu niedaleko mnie, w końcu wysiadam na właściwym przystanku i szybkim krokiem zmierzam do głównych drzwi wieżowca, gdzie znajduje się siedziba firmy Anuncio empresa. Zastanawia mnie skąd hiszpańska nazwa korporacji w anglojęzycznym kraju. Moje rozmyślania przerywa winda, która właśnie się otwiera, ukazując w  niej kilka osób. Zapewne są to pracownicy, gdyż ich ubiór jest nienaganny. Dwoje mężczyzn, którzy ubrani są w eleganckie i idealnie skrojone garnitury, do tego dopasowany krawat ciemnego koloru i błyszczące buty. Na moje oko mają po jakieś 32 lata. Jeden z nich w ręce trzyma aktówkę. Wygląda jak prawdziwy biznesmen. Obok nich stoi kobieta. Przypuszczam, że trochę starsza ode mnie. Może ma 28-30 lat. Włosy spięte ma w gładkiego koka, nie widać ani jednego odstającego kosmyka. Spódnica, która sięga jej do kolan jest trochę podobna do mojej. Idealnie podkreśla jej biodra. Do tego dobrała białą koszulę, którą nie do końca zapięła. Zapewne zdając sobie sprawę ze swoich atutów, prężnie się nimi chwali. Nie zagłębiając się bardziej w ich prezencję, wkraczam do windy i klikam przycisk 4 piętra. Tam właśnie mam mieć swój gabinet.

           Stojąc pod drzwiami siedziby prezesa spoglądam na zegarek. Pięknie. 9:15. Wspaniały początek. Jestem niesamowicie zestresowana tym, co spotka mnie za drzwiami. Próbuję uspokoić swoje nerwy ale na niewiele się to zdaje. W końcu zbieram się w sobie i pukam, po czym przechodzę przez próg, spodziewając się wszystkiego.

Chris POV:

                Cholera, czekam już na swoją nową asystentkę od pół godziny i dalej jej nie ma. A przecież wyraźnie się umawialiśmy przez telefon, żeby była wcześniej, bo chcę z nią omówić parę spraw. Poza tym muszą ją poznać zanim zacznie pracować. Nie widziałem jej. Nie wiem jaka jest. Mój znajomy ją polecił, więc uwierzyłem mu na słowo. Jak na razie nie zapowiada się ciekawie. Mam nadzieję, że się nie zawiodę. Pocieram swój świeżo ogolony podbródek i zastanawiam się jaką reprymendę mam jej udzielić i co jest powodem jej dzisiejszego spóźnienia. Myślałem, że będzie chciała zrobić dobre wrażenie pierwszego dnia w nowej pracy. Najwyraźniej się myliłem. A co, jeśli nie nada się do tej pracy? Co, jeśli zobaczywszy ją stwierdzę, że nie powinno jej tu w ogóle być? Co ja wtedy zrobię? Przecież potrzebna mi osoba do pomocy od zaraz. Tyle obowiązków na głowie i zero czasu na wytchnienie. Z racji, iż szykuje się kilka ważnych kontraktów i wyjazdów służbowych, potrzebuję kogoś, kto będzie za mnie trzymał to wszystko w ryzach. Zaczynam się coraz bardziej denerwować, więc w celu pozbycia się niepotrzebnej złości siadam przy biurku i upijam łyk kawy, którą wcześniej sobie zrobiłem. I tu kolejna kwestia. Nikt, ale to nikt nawet nie raczy mi zrobić porządnej kawy, mimo, iż płacę im krocie za pracę. Może chociaż do tego będzie się nadawać nowa pracownica.

                Gdy już mam zamiar wziąć się za jakieś konkretne zadanie, a nie czekać na spóźnialską księżniczkę, drzwi się otwierają, a w nich stoi młoda, może 23 letnia, atrakcyjna brunetka o kręconych włosach, które teraz są spięte w luźnego koka. Jej obcisła spódnica idealnie podkreśla krągłość jej bioder i cudownych pośladków. Długie nogi przybrane są o czerwone buty na obcasie, dzięki którym dziewczyna wygląda niezwykle kusząco. Podążając wzrokiem w górę, jestem trochę rozczarowany, że koszula, którą dobrała, jest w kolorze czarnym i nie uwydatnia ani trochę jej piersi. Aby nie być zbyt ostentacyjnym, kieruję swój wzrok na jej twarz. Widzę, jak przez jej oblicze przechodzi wiele emocji. Od stresu, przez zdenerwowanie czy zdumienie po całkowite skupienie. Nie dziwię się, że była zaskoczona moim widokiem, bo bądźmy szczerzy, do tych nie grzeszących urodą nie należę. W końcu postanawiam przerwać tą ciszę i przejść do rzeczy, a mianowicie do pouczania tej niepozornej osóbki.

Lily POV:

                Wchodząc do pomieszczenia staję oniemiała. Przed sobą widzę przystojnego bruneta o niebieskich oczach, od którego aż bije pewność siebie. Garnitur idealnie przylega do niego, podkreślając  jego umięśnione ciało. Widzę, że on także lustruje mnie wzrokiem. Nie wiem czy podoba mu się to, co widzi, gdyż nie daje niczego po sobie poznać. Po chwili, bierze głęboki oddech i już wiem, że nasza rozmowa nie zapowiada się całkiem miło. Wiem, że schrzaniłam i spóźniłam się prawie godzinę, no ale bez przesady, to przecież nie moja wina, że wszystko postanowiło być dziś przeciwko mnie.

                - Dzień dobry Panno Collins – zaczyna profesjonalnie – miło jest Panią w końcu dziś ujrzeć i cieszę się, że postanowiła jednak Pani do nas dołączyć – dodaje nieco bardziej ironicznym tonem.
Zaczynam się stresować, bowiem wiem, że ma rację. Ma prawo być całkowicie na mnie wściekły. Co ja mówię! Może mnie nawet wyrzucić. Przynajmniej ja bym tak zrobiła na jego miejscu.
                - Dzień dobry. Ja… przepraszam… po prostu… - nim mam szansę dokończyć, Christopher mi przerywa z dezaprobatą malującą się na jego twarzy.
                - Nie chcę słyszeć żadnych żałosnych wymówek, dlaczego nie przybyła Pani na czas – mówi gniewnie – pragnę Panią poinformować, że Anuncio empresa jest poważną firmą, współpracującą z ważnymi osobistościami i od pracowników oczekujemy dokładności, sumienności, pracowitości ale przede wszystkim punktualności – tłumaczy.
                - Ja.. wiem – zaczynam - Naprawdę starałam się przybyć na czas, przysięgam – tłumaczę - Tylko.. nie spodziewałam się, że tyle rzeczy po drodze się pokomplikuje. Obiecuję, że to się już nigdy więcej nie powtórzy. Mogę nawet przyjeżdżać wcześniej, byleby dał mi Pan szansę, abym mogła udowodnić swoją wartość w tej firmie – staram się go przekonać.

Widzę jak zastanawia się nad moimi słowami, co zdaje mi się dobrym znakiem. Przynajmniej nie ochrzania mnie od razu i nie karze wyjść i nigdy nie wracać. Już sam ten fakt mnie cieszy.

                - Dobrze. Dam Pani szansę – zgadza się, co powoduje u mnie uśmiech na twarzy – ma Pani okazję udowodnić, że Pani miejsce jest właśnie tutaj. Kolejnego razu już nie będzie.
                - Tak, tak, oczywiście. Rozumiem. Dziękuję Panu bardzo.
                - Do usług. Tymczasem darujemy sobie omawianie szczegółów, które chciałem poruszyć przed pracą, zrobimy to następnym razem, gdyż i tak już za wiele czasu straciłem czekając na Panią – mówi – dam Pani listę rzeczy do zrobienia na dziś, którymi się Pani zajmie. Jeśli wszystko zostanie zrobione zgodnie z założeniami, będzie Pani już wolna do końca dnia –kontynuuje – w tym czasie ja idę do swojego biura zająć się sprawami, które dzisiaj miałem zrealizować i proszę nie łączyć mnie z nikim. Nie ma mnie dla nikogo. Gdy skończy Pani robić wszystkie zlecone zadania, proszę przyjść do mnie, skontroluje je i zadecyduje co dalej.

Podchodzi do swojego biurka, bierze dwie zapisane kartki i podaje je mi.

                - Proszę, to Pani obowiązki. – mówi i odprawia mnie ruchem ręki.
                - yy, tak, dziękuję – zmierzam powoli w stronę drzwi lecz chcę poruszyć przed wyjściem jeszcze jedną kwestię, więc z powrotem obracam się w kierunku szefa – Panie prezesie?
                - Tak? – odpowiada unosząc przy tym jedną brew.
                - Czy.. mógłby Pan do mnie mówić po imieniu? Po prostu Lily.. lub Lilian, jak Pan woli.. byle nie per Pani – patrzy na mnie z zaciekawieniem – czuję się przez to staro – wyjaśniam z lekkim uśmiechem.
                - Jeśli spisze się Pani dzisiaj dobrze, będę mówił Pani po imieniu – odpowiada uśmiechając się – tymczasem może już się udać Pani do realizowania powierzonych zadań. Miłej pracy.

                - Tak, dziękuję.. i wzajemnie – kończę, po czym wychodzę i gdy tylko zamykają się za mną drzwi, oddycham z niesamowitą ulgą.



Notka:
Witaam.. jest pierwszy rozdział mam nadzieję że się podoba. W razie jakichkolwiek pytań kierować się na twittera @nat_tusia
xoxo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz