Rozdział 1.
Brzdęk.
Głośny. To właśnie on zakłóca mój błogi i spokojny sen. Chyba sąsiad znowu robi
porządki z rana. Powoli otwieram oczy i kieruję wzrok w stronę zegarka. Jest
już 7:30! Głupi budzik znów nie zadzwonił! Jak się szybko nie zwlokę z łóżka,
spóźnię się już pierwszego dnia do pracy. Naprawdę zrobię wspaniałe pierwsze
wrażenie. Zeskakuje szybko jak poparzona
ogniem i wskakuje migiem pod prysznic. Po dosłownie 10 min nakładam szybko
lekki makijaż, upinam włosy i zakładam ciuchy przygotowane wieczorem. Jak na
złość nie mogę znaleźć drugiego buta. Że też szpilki są tak nieodłącznym
elementem dress code’u. No ale cóż.. jako asystentka prezesa firmy, będę
musiała do nich przywyknąć. Zaglądam praktycznie wszędzie. Do szafki z butami,
pod łóżko, a nawet do łazienki. Nigdzie nie mogę go znaleźć. Nagle go
dostrzegam.. leży pod kanapą w salonie. Jak się tam znalazł, nie mam pojęcia.
Biegnę w jego stronę, wiedząc, że nie zostało mi już dużo czasu. Po drodze
potykam się o kant szafki i upadam.
- Cholera! – krzyczę. Tylko ktoś
taki jak ja może być taką niezdarą i to w jednym z najważniejszych dni. Jedynym
plusem jest to, że wylądowałam twarzą na wprost buta, więc sięgam po niego i
szybko zakładam na nogę, po czym poprawiam swoją ołówkową spódnicę i włosy. W
pośpiechu zbieram ze stolika klucze, telefon oraz torebkę i wychodzę z domu.
Szybkim tempem zmierzam do garażu i wsiadam do mojego audi, równocześnie rzucając torebkę na siedzenie pasażera. Przekręcam kluczyk w stacyjce.. i .. nic. Zero. Widocznie nawet mój samochód jest dziś przeciwko mnie. Próbuję kolejny raz… i kolejny.
Szybkim tempem zmierzam do garażu i wsiadam do mojego audi, równocześnie rzucając torebkę na siedzenie pasażera. Przekręcam kluczyk w stacyjce.. i .. nic. Zero. Widocznie nawet mój samochód jest dziś przeciwko mnie. Próbuję kolejny raz… i kolejny.
- Nie, nie, nie, nie! Proszę nie
rób mi tego! - zrozpaczona i zarazem
wściekła zbieram swoje rzeczy i biegiem ruszam na przystanek autobusowy.
Spoglądam na telefon, by
sprawdzić, która godzina. Świetnie. 8:10. Na pewno będę spóźniona. Co prawda,
praca w firmie zaczyna się od 9 ale prezes poprosił bym była pół godziny
wcześniej, w celu ustaleniu jakichś szczegółów. Zważywszy na to, że mieszkam na
obrzeżach miasta, sam dojazd samochodem zajmuje mi 45 min. Więc teraz, jadąc
autobusem, który (o zgrozo!) pojawi się dopiero za 10 min jestem pewna, że nie
będzie mnie na czas i szef się wścieknie. Mam nadzieję, że nie wyleje mnie za
to już pierwszego dnia.
Po kilku minutach czekania i kolejnych
kilkudziesięciu jazdy środkiem publicznym w smrodzie dochodzącym od bezdomnego,
który spał na siedzeniu niedaleko mnie, w końcu wysiadam na właściwym
przystanku i szybkim krokiem zmierzam do głównych drzwi wieżowca, gdzie
znajduje się siedziba firmy Anuncio
empresa. Zastanawia mnie skąd hiszpańska nazwa korporacji w anglojęzycznym
kraju. Moje rozmyślania przerywa winda, która właśnie się otwiera, ukazując
w niej kilka osób. Zapewne są to
pracownicy, gdyż ich ubiór jest nienaganny. Dwoje mężczyzn, którzy ubrani są w
eleganckie i idealnie skrojone garnitury, do tego dopasowany krawat ciemnego
koloru i błyszczące buty. Na moje oko mają po jakieś 32 lata. Jeden z nich w
ręce trzyma aktówkę. Wygląda jak prawdziwy biznesmen. Obok nich stoi kobieta.
Przypuszczam, że trochę starsza ode mnie. Może ma 28-30 lat. Włosy spięte ma w
gładkiego koka, nie widać ani jednego odstającego kosmyka. Spódnica, która
sięga jej do kolan jest trochę podobna do mojej. Idealnie podkreśla jej biodra.
Do tego dobrała białą koszulę, którą nie do końca zapięła. Zapewne zdając sobie
sprawę ze swoich atutów, prężnie się nimi chwali. Nie zagłębiając się bardziej
w ich prezencję, wkraczam do windy i klikam przycisk 4 piętra. Tam właśnie mam
mieć swój gabinet.
Stojąc
pod drzwiami siedziby prezesa spoglądam na zegarek. Pięknie. 9:15. Wspaniały
początek. Jestem niesamowicie zestresowana tym, co spotka mnie za drzwiami.
Próbuję uspokoić swoje nerwy ale na niewiele się to zdaje. W końcu zbieram się
w sobie i pukam, po czym przechodzę przez próg, spodziewając się wszystkiego.
Chris POV:
Cholera,
czekam już na swoją nową asystentkę od pół godziny i dalej jej nie ma. A
przecież wyraźnie się umawialiśmy przez telefon, żeby była wcześniej, bo chcę z
nią omówić parę spraw. Poza tym muszą ją poznać zanim zacznie pracować. Nie
widziałem jej. Nie wiem jaka jest. Mój znajomy ją polecił, więc uwierzyłem mu
na słowo. Jak na razie nie zapowiada się ciekawie. Mam nadzieję, że się nie
zawiodę. Pocieram swój świeżo ogolony podbródek i zastanawiam się jaką
reprymendę mam jej udzielić i co jest powodem jej dzisiejszego spóźnienia.
Myślałem, że będzie chciała zrobić dobre wrażenie pierwszego dnia w nowej
pracy. Najwyraźniej się myliłem. A co, jeśli nie nada się do tej pracy? Co,
jeśli zobaczywszy ją stwierdzę, że nie powinno jej tu w ogóle być? Co ja wtedy
zrobię? Przecież potrzebna mi osoba do pomocy od zaraz. Tyle obowiązków na
głowie i zero czasu na wytchnienie. Z racji, iż szykuje się kilka ważnych
kontraktów i wyjazdów służbowych, potrzebuję kogoś, kto będzie za mnie trzymał
to wszystko w ryzach. Zaczynam się coraz bardziej denerwować, więc w celu
pozbycia się niepotrzebnej złości siadam przy biurku i upijam łyk kawy, którą
wcześniej sobie zrobiłem. I tu kolejna kwestia. Nikt, ale to nikt nawet nie
raczy mi zrobić porządnej kawy, mimo, iż płacę im krocie za pracę. Może chociaż
do tego będzie się nadawać nowa pracownica.
Gdy już
mam zamiar wziąć się za jakieś konkretne zadanie, a nie czekać na spóźnialską
księżniczkę, drzwi się otwierają, a w nich stoi młoda, może 23 letnia,
atrakcyjna brunetka o kręconych włosach, które teraz są spięte w luźnego koka. Jej
obcisła spódnica idealnie podkreśla krągłość jej bioder i cudownych pośladków.
Długie nogi przybrane są o czerwone buty na obcasie, dzięki którym dziewczyna
wygląda niezwykle kusząco. Podążając wzrokiem w górę, jestem trochę
rozczarowany, że koszula, którą dobrała, jest w kolorze czarnym i nie uwydatnia
ani trochę jej piersi. Aby nie być zbyt ostentacyjnym, kieruję swój wzrok na
jej twarz. Widzę, jak przez jej oblicze przechodzi wiele emocji. Od stresu,
przez zdenerwowanie czy zdumienie po całkowite skupienie. Nie dziwię się, że
była zaskoczona moim widokiem, bo bądźmy szczerzy, do tych nie grzeszących
urodą nie należę. W końcu postanawiam przerwać tą ciszę i przejść do rzeczy, a
mianowicie do pouczania tej niepozornej osóbki.
Lily POV:
Wchodząc
do pomieszczenia staję oniemiała. Przed sobą widzę przystojnego bruneta o
niebieskich oczach, od którego aż bije pewność siebie. Garnitur idealnie
przylega do niego, podkreślając jego
umięśnione ciało. Widzę, że on także lustruje mnie wzrokiem. Nie wiem czy
podoba mu się to, co widzi, gdyż nie daje niczego po sobie poznać. Po chwili,
bierze głęboki oddech i już wiem, że nasza rozmowa nie zapowiada się całkiem
miło. Wiem, że schrzaniłam i spóźniłam się prawie godzinę, no ale bez przesady,
to przecież nie moja wina, że wszystko postanowiło być dziś przeciwko mnie.
- Dzień
dobry Panno Collins – zaczyna profesjonalnie – miło jest Panią w końcu dziś
ujrzeć i cieszę się, że postanowiła jednak Pani do nas dołączyć – dodaje nieco
bardziej ironicznym tonem.
Zaczynam się stresować, bowiem wiem, że ma rację. Ma prawo
być całkowicie na mnie wściekły. Co ja mówię! Może mnie nawet wyrzucić.
Przynajmniej ja bym tak zrobiła na jego miejscu.
- Dzień
dobry. Ja… przepraszam… po prostu… - nim mam szansę dokończyć, Christopher mi
przerywa z dezaprobatą malującą się na jego twarzy.
- Nie
chcę słyszeć żadnych żałosnych wymówek, dlaczego nie przybyła Pani na czas –
mówi gniewnie – pragnę Panią poinformować, że Anuncio empresa jest poważną firmą, współpracującą z ważnymi
osobistościami i od pracowników oczekujemy dokładności, sumienności,
pracowitości ale przede wszystkim punktualności – tłumaczy.
- Ja..
wiem – zaczynam - Naprawdę starałam się przybyć na czas, przysięgam – tłumaczę
- Tylko.. nie spodziewałam się, że tyle rzeczy po drodze się pokomplikuje.
Obiecuję, że to się już nigdy więcej nie powtórzy. Mogę nawet przyjeżdżać
wcześniej, byleby dał mi Pan szansę, abym mogła udowodnić swoją wartość w tej
firmie – staram się go przekonać.
Widzę jak zastanawia się nad moimi słowami, co zdaje mi się
dobrym znakiem. Przynajmniej nie ochrzania mnie od razu i nie karze wyjść i
nigdy nie wracać. Już sam ten fakt mnie cieszy.
-
Dobrze. Dam Pani szansę – zgadza się, co powoduje u mnie uśmiech na twarzy – ma
Pani okazję udowodnić, że Pani miejsce jest właśnie tutaj. Kolejnego razu już
nie będzie.
- Tak,
tak, oczywiście. Rozumiem. Dziękuję Panu bardzo.
- Do
usług. Tymczasem darujemy sobie omawianie szczegółów, które chciałem poruszyć
przed pracą, zrobimy to następnym razem, gdyż i tak już za wiele czasu
straciłem czekając na Panią – mówi – dam Pani listę rzeczy do zrobienia na
dziś, którymi się Pani zajmie. Jeśli wszystko zostanie zrobione zgodnie z
założeniami, będzie Pani już wolna do końca dnia –kontynuuje – w tym czasie ja
idę do swojego biura zająć się sprawami, które dzisiaj miałem zrealizować i
proszę nie łączyć mnie z nikim. Nie ma mnie dla nikogo. Gdy skończy Pani robić
wszystkie zlecone zadania, proszę przyjść do mnie, skontroluje je i zadecyduje
co dalej.
Podchodzi do swojego biurka, bierze dwie zapisane kartki i
podaje je mi.
-
Proszę, to Pani obowiązki. – mówi i odprawia mnie ruchem ręki.
- yy,
tak, dziękuję – zmierzam powoli w stronę drzwi lecz chcę poruszyć przed
wyjściem jeszcze jedną kwestię, więc z powrotem obracam się w kierunku szefa –
Panie prezesie?
- Tak?
– odpowiada unosząc przy tym jedną brew.
- Czy..
mógłby Pan do mnie mówić po imieniu? Po prostu Lily.. lub Lilian, jak Pan
woli.. byle nie per Pani – patrzy na mnie z zaciekawieniem – czuję się przez to
staro – wyjaśniam z lekkim uśmiechem.
- Jeśli
spisze się Pani dzisiaj dobrze, będę mówił Pani po imieniu – odpowiada
uśmiechając się – tymczasem może już się udać Pani do realizowania powierzonych
zadań. Miłej pracy.
- Tak,
dziękuję.. i wzajemnie – kończę, po czym wychodzę i gdy tylko zamykają się za
mną drzwi, oddycham z niesamowitą ulgą.
Witaam.. jest pierwszy rozdział mam nadzieję że się podoba. W razie jakichkolwiek pytań kierować się na twittera @nat_tusia
xoxo
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz